paraben w kosmetykach i glutaminiabn w jedzieniuhttp://bi.gazeta.pl/

Tak jak być może większość z Was, nie lubiłam chemii w szkole. Zaliczałam kolejne klasy typową metodą trzech Z (zakuć-zdać-zapomnieć). Dziś oczywiście tego bardzo żałuję, gdy lektura etykiet na wielu produktach staje się dla mnie wyzwaniem nie do pokonania. W świecie wysoko przetworzonych artykułów trudno dziś funkcjonować bez podstawowej wiedzy w dziedzinie chemii. Zdecydowanie czas więc to najwyższy na małą powtórkę z pierwiastków i szybkie korepetycje z kwasów i zasad.

 Glutaminian sodu w żywności

Powszechnie wiadomo, że nadmiar chemii w żywności nie jest pozytywnym zjawiskiem, a ostatnio na cenzurowanym znalazł się glutaminian sodu, umieszczany na etykietach pod symbolem E621. Średnio zdolny chemik wiedziałby, że mamy tu do czynienia z solą sodową kwasu glutaminowego o wzorze C5H8NNaO4, natomiast nam laikom musi wystarczyć informacja, że jest to środek wzmacniający smak. Dzięki nim produkty takie jak zupki w proszkach, niektóre przyprawy i wędliny są po prostu smaczniejsze i bardziej przypominają naturalne. Jednak czy dzięki temu są zdrowsze. Niestety nie do końca to wiadomo. Niektórzy naukowcy obwiniają właśnie tę substancję o alergie, wystąpienie astmy, migreny lub zawrotów głowy. Ostatnio prowadzi się również badania nad wpływem E621 na otyłość i pogorszenie wzroku. Wyniki są dość niepokojące…

 Parabeny w kosmetykach

Również kosmetyki, nawet te o nazwie „naturalne”, potrafią zawierać w swoim składzie sporo chemii. Dzieje się tak dlatego, że w kremach, odżywkach i szamponach znajduje się mnóstwo aminokwasów, peptydów, ekstraktów roślinnych i witamin, które są wprost idealną pożywką dla bakterii i grzybów. Aby powstrzymać ich rozwój do kosmetyków dodaje się konserwanty, czyli składniki przeciwustrojowe. Jednym z nich są właśnie parabeny, pochodne kwasu benzoesowego, występujące na etykietach pod nazwami: ethylparaben, propylparaben, methylparaben i butyloparaben. Ich działanie na ludzki organizm jest co najmniej dyskusyjne. Mimo dopuszczalnej w Europie normy 0.4 % mogą one stanowić zagrożenie dla gospodarki hormonalnej i powodować reakcje alergiczne. Chyba nikogo nie muszę już dłużej przekonywać do uważniejszego czytania etykiet i przy okazji do powtórki wiadomości z chemii.

By Marta

Dodaj komentarz